Quotessence
Home / Quotes / Quote by Bill Bass, Jon Jefferson

Quote by Bill Bass, Jon Jefferson

“Większość lekarzy sądowych to patolodzy sądowi – lekarze specjalizujący się w chorobach lub urazach tkanki. Jeśli mają okazję przeprowadzić sekcję zwłok w ciągu kilku godzin lub nawet dni od śmierci danej osoby, potrafią zwykle z zadziwiającą dokładnością określić czas i przyczynę zgonu. Kiedy jednak ciało znajduje się w stanie zaawansowanego rozkładu, przeprowadzenie autopsji może być trudne lub nawet niemożliwe. Tkanka miękka przechodzi w stan ciekły za sprawą oddziaływania bakterii, zmian chemicznych na poziomie komórek (proces rozpadu komórek zwany autolizą) oraz żerowania czerwi. Wraz z tkanką miękką znikają fizyczne ślady, których szuka patolog, takie jak rany zadane nożem. Jeśli jednak ślady ostrza lub innych urazów widoczne są na kościach, wykwalifikowany antropolog sądowy może odczytać ze szkieletu zdumiewającą ilość informacji długo po tym, gdy przeprowadzenie sekcji staje się niemożliwe.”

Quote by Bill Bass, Jon Jefferson

Author

Bill Bass, Jon Jefferson

Browse famous quotes and profile details for Bill Bass, Jon Jefferson. more

You May Also Like

“Gdy przyglądałem się ciału, Arthur Bohanan, specjalista z laboratorium kryminalistycznego wydziału policji w Knoxville, zwrócił się do mnie z prośbą: – Bill, podaj mi rękę. Pracowałem z nim od lat, wiedziałem więc, że bynajmniej nie szuka u mnie oparcia. Chciał, żebym usunął jedną z dłoni ofiary i podał mu ją. W sprawach dotyczących morderstw zdarza się nieraz, że śledczy odcinają palce lub nawet całe dłonie, by zabrać je do swojego laboratorium lub przesłać je FBI. W sytuacji, gdy tożsamość ofiary jest nieznana, należy spróbować każdej możliwej techniki, by powiązać ze sobą odciski i nazwisko. Przyjrzałem się dłoniom ofiary. Skóra była rozmoczona, wyglądało na to, że lada moment zsunie się z kości, wiedziałem jednak, że to nie powstrzyma Arta przed zdjęciem odcisków; słynął z tego, że potrafił włożyć własne palce w skórę palców ofiary, by przywrócić im naturalny kształt i pobrać odciski.”

“Kiedy wsuwaliśmy zwłoki do worka, widzieliśmy niewiele larw – ledwie garstkę. Teraz było ich tam całe mrowie, dosłownie dziesiątki tysięcy. Jeden ze studentów zapytał, skąd się tam wzięły. Czy w ciągu czterdziestopięciominutowej podróży powrotnej na uniwersytet mogło dojść do jakiegoś masowego wylęgu? Wyjaśniłem, że czerwie były tam od początku, a w tym przypadku chodziło tylko o błędną ocenę pory dnia. Czerwie nie lubią słońca, więc jeśli ciało leży na otwartej przestrzeni, w ciągu dnia chowają się pod skórą. Gdy zamknęliśmy ciało w nieprzejrzystym czarnym worku, larwy uznały, że zapadła już noc, więc wyszły żerować na zewnątrz.”

“So there was a martini- something he hadn't tasted since college- and there was wine, and there was a dinner most remarkable for a meal produced at a "camp": smoked mussels (gathered and smoked right there on the island, he learned), ratatouille, a salad with pears and blue cheese, and a three-layer chocolate cake with whipped cream and cherries, all of it made by Greenie's mother, who would not accept a bit of help.”

“There was something wonderful about the atmosphere at Stony Cross Park. One could easily imagine it as some magical place set in some far-off land. The surrounding forest was so deep and thick as to be primeval in appearance, while the twelve-acre garden behind the manor seemed too perfect to be real. There were groves, glades, ponds, and fountains. It was a garden of many moods, alternating tranquility with colorful tumult. A disciplined garden, every blade of grass precisely clipped, the corners of the box hedges trimmed to knife blade crispness. Hatless, gloveless, and infused with a sudden sense of optimism, Annabelle breathed deeply of the country air. She skirted the edge of the terraced gardens at the back of the manor and followed a graveled path set between raised beds of poppies and geraniums. The atmosphere soon became thick with the perfume of flowers, as the path paralleled a drystone wall covered with tumbles of pink and cream roses. Wandering more slowly, Annabelle crossed through an orchard of ancient pear trees, sculpted by decades into fantastic shapes. Farther off, a canopy of silver birch led to woodland beds that appeared to melt seamlessly into the forest beyond.”

“Besides, I'm not going to let you go anywhere alone- you'll have every male in the vicinity pouncing on you." "Don't be silly," Annabelle muttered. Her brother grinned suddenly. His gaze swept over her fine-boned face, her blue eyes, and the swath of pinned-up curls that gleamed brown and gold beneath the tidy brim of her hat. "Don't bother with false modesty. You're well aware of your effect on men, and, to my knowledge, you don't hesitate to make use of it.”