Quotessence
Home / Quotes / Quote by James Joyce

Quote by James Joyce

“Her nakedness yielded to him, radiant, warm, odorous snd lavishlimbed, enfolded him like a shining cloud, enfolded him like water with a liquid life: and like a cloud of vapour or like water circumfluent in space the liquid letters of speech, symbols of the element of mystery, flowed forth over his brain.”

Quote by James Joyce

Work

A Portait of the Artist as a Young Man

Browse quotes and source details for this work. more

Author

James Joyce
James Joyce

James Joyce, born on February 2, 1882, and died on January 13, 1941, was an Irish novelist and one of the greatest writers of the 20th century. Known for his unique narrative techniques and profound psychological insights, Joyce is celebrated for his contributions to modernist literature. His most famous work is 'Ulysses', which is considered one of the greatest literary works of the 20th century. Other notable works include 'Dubliners' and 'Finnegans Wake'. more

You May Also Like

“Udajac, że jestem zajęty czymś innym niż nia i że muszę ja zostawić dla innych przyjemności, myślałem wyłacznie o niej. Często nie docierałem dalej, niż równina ciagnaca się nad Gourville, a ponieważ przypomina ona nieco tę, która zaczyna się powyżej Combray, w kierunku Meseglise, nawet tak oddalony od Albertyny cieszyłem się myśla, że choć mój wzrok nie może jej objać, to sięgajaca dalej niż on, owiewajaca mnie silna i ciepła morska bryza musi, niezatrzymywana przez nic aż do Quetteeholme, zakołysać w końcu gałęziami drzew spowijajacych Saint-Jean-de-la-Haise swoim listowiem, pieszczac twarz mojej przyjaciółki, i przerzucić podwójny węzeł między nami w tym niezwykle rozległym, lecz bezpiecznym ustroniu, jak podczas owych zabaw, kiedy to dwoje dzieci znajduja sie na chwilami poza zasięgiem swojego głosu i wzroku, lecz pomimo tego oddalenia, wciaż jest ze soba. Wracałem drogami, z których widać morze i gdzie kiedyś, jeszcze zanim woda pojawiła się w prześwicie wśród gałęzi, zamykałem oczy z myśla, że tym co zobaczę, będzie jękliwa prababka ziemi, trwajaca, jak w czasach, gdy nie było jeszcze żywych istot, w swojej obłakańczej i niepamiętnej krzataninie. Teraz te drogi były dla mnie tylko trasa wiodaca ku Albertynie; kiedy odnajdowałem je w niezmienionej postaci, wiedzac, dokad suna prosto, a gdzie zakreca, przypominałem sobie, że jechałem nimi, myślac o pannie de Stermaria, jak również to, że w podobnym pośpiechu jak do Albertyny mknałem po paryskich ulicach śladami pani de Guermantes; nabierały dla mnie głębokiej monotonii, moralnego znaczenia wykresu, którymi podażała moja natura. Było to czymś naturalnym, ale przecież nie obojętnym; drogi te przypominały mi, że moim losem jest gonitwa za widmami, za istotami, które w dużej części istnieja tylko w mojej wyobraźni; sa bowiem ludzie - tak było od dziedziństwa ze mna - dla których wszystko, co ma ustalona wartość, jak majatek, kariera czy pozycja społeczna, zupełnie się nie liczy; tym, czego ludzie ci potrzebuja, sa cienie. Poświęcaja dla nich cała resztę, zrobia wszystko, porusza niebo i ziemię, aby tylko spotkać się z danym cieniem. Ten jednak szybko znika; biegnie się wówczas za kolejnym, by potem wrócić, być może, do poprzedniego. Nie był to pierwszy raz, gdy poszukiwałem Albertyny, dziewczyny ujrzanej pierwszego roku na tle morza. To prawda, inne kobiety znalazły miejsce między pokochana pierwszym razem Albertyna a ta, której obecnie nie opuszczałem; inne kobiety, chociażby diuszesa de Guermantes. Po co jednak, mógłby ktoś zapytać, tak troszczyłem się o Gilbertę, zadawałem sobie tyle trudu dla pani de Guermantes, skoro stałem się jej przyjacielem po to tylko, aby nie myśleć już o niej, lecz wyłacznie o Albertynie? Mógłby na to odpowiedzieć, zanim umarł, Swann, wielki miłośnik cieni. Drogi wokół Balbec pełne były tych poszukiwanych cieni, zapominanych i znowu tropionych, niekiedy tylko dla jednego spotkania, aby otrzeć się o urojone życie, które natychmiast znikało. Na myśl o tym, że tamtejsze drzewa, grusze, jabłonie i tamaryszki mnie przeżyja, słyszałem od nich jak gdyby radę, bym zasiadł wreszcie do pracy, skoro nie wybiła jeszcze godzina wiecznego odpoczynku.”