Quotessence
Home / Quotes / Quote by Halina Poświatowska

Quote by Halina Poświatowska

“Nie zapominaj, że śmierć była zawsze blisko mnie, zbyt blisko, abym nie przywykła do jej chłodnego, kojącego dotyku, abym nie musiała do niego przywyknąć. Pamiętaj także o tym, że kochałam i że to miłość skazała mnie na śmierć. I przecież jestem, mimo wszystko jestem, mówię do ciebie. Moja jedyna miłość zwyciężyła raz jeszcze, żyję, mogę patrzeć na drzewa chwiejące się w wietrze, do moich oczu dobiega daleki błysk latarni. Słyszę szum spienionej wody i czuję, jak w mojej piersi delikatnie uderza najczulszy ze wszystkich odmierzających czas instrumentów - serce. Jest jeszcze ciągle słabe, ale bije dzielnie i z wielką cierpliwością przetacza ciepłą krew. Posłuchaj, przyjacielu, te wszystkie kartki to jego rytm.”

Quote by Halina Poświatowska

Work

Story for a Friend

Browse quotes and source details for this work. more

Author

Halina Poświatowska

Browse famous quotes and profile details for Halina Poświatowska. more

You May Also Like

“Rozmnażające się błyskawicznie owady wyjadły oczy, zostawiając puste, wpatrzone w przestrzeń oczodoły. Skóra i włosy utrzymywały się na czaszce, lecz po kilku dniach wyraźnie zaczęły się zsuwać. Pod koniec pierwszego tygodnia zwłoki zaczęły nabrzmiewać. W miarę jak bakterie wyjadały żołądek i jelita, wytwarzane przez nie gazy zaczęły wypełniać i wydymać brzuch niczym balon. Tymczasem skóra przybierała intensywny, czerwonawy kolor. Tkanka tłuszczowa pod skórą zaczęła się rozkładać, nadając zwłokom szklisty połysk, zupełnie jakby zostały oblane polewą i upieczone w piekarniku. Gdy skóra przybrała barwę karmelu, zaczęła pokazywać się na niej sieć fioletowo-szkarłatnych linii przypominająca satelitarną mapę rzek. W rzeczywistości był to układ krążenia; krew w żyłach i tętnicach zaczęła gnić, rozdymając je i nadając im ciemniejszą barwę, przez co wyglądały tak, jakby ktoś wymalował je na ciele flamastrem.”

“Zając wisiał w łazience, a krew robiła "kap, kap, kap" - i zachlapywała wannę. Usiadłem na opuszczonej desce sedesowej. Położyłem na kolanach zeszyt. Sięgnąłem po ołówek. I poczułem, że ktoś mi się przypatruje. Ktoś, coś. Zając. Że nie spuszcza ze mnie wzroku. Że hipnotyzuje mnie barwionym na czerwono spojrzeniem. Bałem się podnieść głowę. Siedziałem, wstrzymując oddech, by nie sprowokować go jakimkolwiek ruchem. Nasłuchiwałem szmerów. Tata i pan Stefek pokrzykiwali w pokoju, a ja tu zamierałem po każdym kap, kap, kap... - To nie ja cię zabiłem - wykrztusiłem wreszcie. - A kto? - chciał wiedzieć zając. - Pan Stefek. Kap.”

“She has many names and many visages. She has loves and desires. She dares to dream of a future for herself and her people, despite living under the shadow of the gun, the acrid odour of devastation clogging her nostrils. For the most part she is stoic, for the garrison is also her home, her workplace, her field and her playground. Sometimes, she cries out in anguish, but the sound is muted, for there are few who want to hear. Her suffering and courage would be the stuff of legend, if only legend consisted of ordinary women carrying out extraordinary acts, going about the daily business of survival, displaying super-human strength in countering a mighty military juggernaut.”