Quotessence
Home / Quotes / Quote by Edwin Frank

Quote by Edwin Frank

“»So yes, Mann, Proust, and Joyce showed that the universal gesture was possible, though the nature of the gesture in their work remains deeply ambiguous. The books are crammed with real life, but they are also dream books, fantasies. They explore a range of ways of explaining the world and then retract them. They offer paths to freedom but are almost hermetically sealed; they speak for everyone, yet they are self-absorbed; they are new but also oddly archaic; they contain the whole of reality but are wholly devoted to art.« – Edwin Frank: Stranger than Fiction : Lives of the Twentieth-Century Novel. - London : Fern Press, 2024. - Page 186”

Quote by Edwin Frank

Work

Stranger Than Fiction

Browse quotes and source details for this work. more

Author

Edwin Frank

Browse famous quotes and profile details for Edwin Frank. more

You May Also Like

“Bukan hanya aku yang kehilangan, tapi seantero sekolah juga merasakan lubang kehampaan. Ia bukanlah sosok guru yang sering mencuri waktu demi kepentingan sendiri. Bukan pula pribadi yang kerap mengambil handphone dalam saku tanpa peduli muridnya pintar atau diam tak mengerti. Ia tak tampak seperti orang kebanyakan. Oknum guru yang tak merasa khianat walau kerap datang terlambat. Mereka yang hanya mengingat hak sementara kewajiban cuma dicatat. Pendidik yang selalu memberi tugas tapi jarang memperjelas. Pegawai yang membanggakan sertifkasi tanpa memikirkan kualitas beriring prestasi. (Pejuang Cinta, Dunia Tanpa Huruf R)”

“Nie zapominaj, że śmierć była zawsze blisko mnie, zbyt blisko, abym nie przywykła do jej chłodnego, kojącego dotyku, abym nie musiała do niego przywyknąć. Pamiętaj także o tym, że kochałam i że to miłość skazała mnie na śmierć. I przecież jestem, mimo wszystko jestem, mówię do ciebie. Moja jedyna miłość zwyciężyła raz jeszcze, żyję, mogę patrzeć na drzewa chwiejące się w wietrze, do moich oczu dobiega daleki błysk latarni. Słyszę szum spienionej wody i czuję, jak w mojej piersi delikatnie uderza najczulszy ze wszystkich odmierzających czas instrumentów - serce. Jest jeszcze ciągle słabe, ale bije dzielnie i z wielką cierpliwością przetacza ciepłą krew. Posłuchaj, przyjacielu, te wszystkie kartki to jego rytm.”

“Rozmnażające się błyskawicznie owady wyjadły oczy, zostawiając puste, wpatrzone w przestrzeń oczodoły. Skóra i włosy utrzymywały się na czaszce, lecz po kilku dniach wyraźnie zaczęły się zsuwać. Pod koniec pierwszego tygodnia zwłoki zaczęły nabrzmiewać. W miarę jak bakterie wyjadały żołądek i jelita, wytwarzane przez nie gazy zaczęły wypełniać i wydymać brzuch niczym balon. Tymczasem skóra przybierała intensywny, czerwonawy kolor. Tkanka tłuszczowa pod skórą zaczęła się rozkładać, nadając zwłokom szklisty połysk, zupełnie jakby zostały oblane polewą i upieczone w piekarniku. Gdy skóra przybrała barwę karmelu, zaczęła pokazywać się na niej sieć fioletowo-szkarłatnych linii przypominająca satelitarną mapę rzek. W rzeczywistości był to układ krążenia; krew w żyłach i tętnicach zaczęła gnić, rozdymając je i nadając im ciemniejszą barwę, przez co wyglądały tak, jakby ktoś wymalował je na ciele flamastrem.”

“Zając wisiał w łazience, a krew robiła "kap, kap, kap" - i zachlapywała wannę. Usiadłem na opuszczonej desce sedesowej. Położyłem na kolanach zeszyt. Sięgnąłem po ołówek. I poczułem, że ktoś mi się przypatruje. Ktoś, coś. Zając. Że nie spuszcza ze mnie wzroku. Że hipnotyzuje mnie barwionym na czerwono spojrzeniem. Bałem się podnieść głowę. Siedziałem, wstrzymując oddech, by nie sprowokować go jakimkolwiek ruchem. Nasłuchiwałem szmerów. Tata i pan Stefek pokrzykiwali w pokoju, a ja tu zamierałem po każdym kap, kap, kap... - To nie ja cię zabiłem - wykrztusiłem wreszcie. - A kto? - chciał wiedzieć zając. - Pan Stefek. Kap.”